Ładowanie strony...
 
 
Artykuły - Wystawa

"Syberia - głosy nieznane. Szlakiem olęderskich wędrówek"
Mościce k. Słowatycz i Pichtyńsk k. Irkucka
26.05.2007

Strona: 1
Przejdz do strony:   1  2  
0 1 2 3
4 5 6 7
8 9 10 11
12 13 14 15
16 17 18 19
20 21 22 23
24 25 26 27
28 29 30 31
32 33 34 35
36 37 38 39
Strona: 1
Przejdz do strony:   1  2  

Poznań, 26.05.2007

PODZIĘKOWANIE
Muzeum Etnograficzne w Poznaniu
Wystawa: "Olędry - przestrzenie obok nas"

W imieniu społeczności wsi Mościce Dolne, leżącej na odległej nadbużańskiej ziemi Polesia Zachodniego w województwie lubelskim, pragnę serdecznie podziękować organizatorom wystawy "Olędry - przestrzenie obok nas", za zaproszenie na tę niezwykle interesującą Wystawę.
Choć dzielą nas setki kilometrów, to jednak jest coś, co łączy  wiele wielkopolskich, pomorskich, mazowieckich, lubelskich i innych miejscowości, o nierzadko z obca brzmiących nazwach.
Tym wspólnym mianownikiem jest historia i tradycja wsi bądź kolonii lokowanych  na prawie holenderskim, których mieszkańców, przedstawicieli częstokroć różnych narodowości, z biegiem czasu nazwano Olędrami.
Szesnastowieczna Rzeczpospolita obojga narodów okazała się być azylem zarówno dla prześladowanych w ich krajach wyznawców reformatorskich wyznań i ruchów religijnych, zwłaszcza z Niderlandów, historycznych krain Fryzji i Fladrii, Szwajcarii, Czech, krajów i księstw niemieckich, ale również innych imigrantów z krajów zachodniej i południowej Europy,  którzy na polskiej ziemi szukali nie tylko spokoju, ale również wolności i poprawy swego bytu.
Ówcześni możnowładcy, właściciele dóbr ziemskich o szczególnie trudnym nizinnym ukształtowaniu terenowym lub zarośniętych drzewami i chaszczami, szybko dostrzegli pracowitość pierwszych osadników, ich  umiejętności w zagospodarowaniu depresyjnych terenów nadmorskich i dolin rzecznych, wynikającą z religii skromność i różnorodne talenty w dziedzinie rzemiosła.
Fakty te przyczyniły się do tego, że już na początku siedemnastego wieku, znany możnowładny wielkopolski  ród Leszczyńskich z Leszna, który dzięki koligacjom małżeńskim oraz urzędom królewskim i ziemskim stał właścicielem ogromnych majętności ziemskich na ziemiach wschodnich Korony i Litwy, również sprowadził na te ziemie osadników z Pomorza i Prus - w ramach tzw. kolonizacji wtórnej.
Największe zasługi w tej dziedzinie należy przypisać wojewodzie bełskiemu, przywódcy innowierców - Rafałowi Leszczyńskiemu, oraz  jego synowi - Władysławowi, podkomorzemu brzeskiemu, który unormował prawnie lokację Olędrów  i jej skutki dla miejscowej ludności w związku z odebraniem nadbużańskich łąk i wydzierżawieniem ich przybyszom.
Choć już wcześniej  mogły być podejmowane jakieś próby lokacji osadników, jednakże jako pewną datą należy przyjąć rok 1617, kiedy to Rafał Leszczyński doprowadził do osadzenia kilkunastu rodzin osadników z Prus.
W następnym stuleciu nadania i przywileje Leszczyńskich aprobowali również późniejsi właściciele tych ziem, Radziwiłłowie.
Nowi osadnicy, w tym zacofanym regionie stali się żywiołem twórczym niemal we wszystkich dziedzinach życia: uprawie ziemi, hodowli, rzemiośle a nawet poezji i sztuce.
Wrośli w to nowe otoczenie i przez wieki uznawali się za Polaków, żyjąc w zgodzie i harmonii z tutejszą wielo wyznaniową społecznością.
Niejednokrotnie w historii stawali się ofiarami mordów ze strony Tatarów, Kozaków, Szwedów i Rosjan.
Tworzyli wielodzietne rodziny, z czasem ich rodowe, z obca brzmiące nazwiska, dla odróżnienia między sobą poszczególnych gałęzi rodowych przybierały formę przydomków tworzonych od imienia kogoś ważnego w rodzinie, również od nazw zwierząt, rodzaju wykonywanego zawodu, a już od dziewiętnastego wieku również stopni wojskowych - według  hierarchii i roli fachowców wyspecjalizowanych w robotach ziemnych z końmi i wozami.
Właśnie rozdrobnienie gospodarstw stało się przyczynkiem do wyspecjalizowania się mieszkańców kolonii Nejdorf i Nejbrow  w prowadzeniu robót ziemnych w różnych rejonach Rzeczpospolitej i Rosji, już od drugiej połowy dziewiętnastego wieku.
Tradycja ta - w rozumieniu wyjazdów z  końmi pociągowymi - dotrwała do lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku , a w sensie zmechanizowanym nadal niektóre rodziny prowadzą tę działalność w czasach obecnych.
Od 1936 roku kolonie Nejdorf i Nejbrow, dla uczczenia wizyty w nich w 1928 roku Pana Prezydenta II Rzeczpospolitej - Ignacego Mościckiego, przemianowane zostały na Mościce Dolne i Górne.
Mieszkańcy tych kolonii zakładali inne nadbużańskie kolonie w górę rzeki Bug i na Wołyniu a ponadto przed stu laty znaczna ich liczba wyemigrowała na Syberię korzystając z reform gospodarczych Stołypina, i tam zakładała wsie.
Na mocy decyzji władz sowieckich, w okresie II wojny światowej zlikwidowana została prawobrzeżna część Mości Dolnych oraz niemal cała kolonia Mościce Górne.
Opustoszałe po wysiedleniu przez Niemców w czasie wojny społeczności wyznaniowej kościoła ewangelicko-augsburskiego domostwa  - po zakończeniu działań wojennych - zajęli repatrianci katoliccy zamieszkali po prawobrzeżnej  stronie rzeki.
Dzisiejsze Mościce Dolne są zatem tylko niewielką częścią dawnych kolonii olęderskich.
To tylko krótki rys historyczny tych nadbużańskich kolonii, położonych w rozległej, malowniczej dolinie dzikiej, nieujarzmionej rzeki, z ich drewnianą zabudową, urzekającym krajobrazem wiekowych rosochatych wierzb, wyznaczających zarówno granice wsi jak i poszczególnych zagród oraz dominujących na przyzagrodowych działkach-pastwiskach na tutejszych łęgach.
Kończąc, jeszcze raz dziękuję Kierownictwu Muzeum Etnograficznego, w sposób szczególny kuratorowi Wystawy - panu Witoldowi Przewoźnemu oraz mojemu szkolnemu koledze Jurkowi Osypiukowi, który dzięki kolejom życiowego losu osiadł na pięknej i życzliwej wielkopolskiej ziemi, w pobliskiej Poznaniowi Nekli, a dziś wraz ze studentką UAM - Eweliną Jarocką - wywodzącą się z nejdrowskiej rodziny Rylów, towarzyszy mi w zwiedzaniu tejże Wystawy.
Dziękuję pani profesor Bożenie Muszkalskiej i studentom Muzykologii UAM w Poznaniu i UW, którzy odkryli dawnych olęderskich mieszkańców na odległej syberyjskiej ziemi, i tę przygodę uwiecznili w formie filmu, przestawiając i zachowując niezwykły dokument ich życia.
Wreszcie dziękuję wszystkim obecnym na tym spotkaniu, których fascynuje tematyka osadnictwa na prawie holenderskim w naszej drogiej ojczyźnie, jak i tym znanym i bezimiennym osobom i instytucjom, które w różny sposób odkrywają na nowo tę uśmiercaną przez lata historię i gromadzą pamiątki obcowania z nami lub tuż obok nas - tych niezwykłych przybyszów.

                                                                             Antoni Chorąży  - Mościce Dolne